Rysiek po prostu nie odbieraÅ‚ kolejnych wezwaÅ„ – opowiada Gola. Aż raz odebraÅ‚a jego mama, wiÄ™c musiaÅ‚ siÄ™ zgÅ‚osić na komisjÄ™. PoszliÅ›my razem. Kapitan —pamiÄ™tam — CzerwiÅ„ski powiedziaÅ‚ do niego: „Nie wstyd ci? Å»ona pracuje, ty nie pracujesz, włóczysz siÄ™ tylko, nosisz dÅ‚ugie wÅ‚osy… “. Rysiek spuÅ›ciÅ‚ gÅ‚owÄ™ i milczaÅ‚, a kapitan CzerwiÅ„ski ciÄ…gnÄ…Å‚: „Ale dam ci szansÄ™. Możesz odpracować wojsko w straży pożarnej albo w fabryce fiata “. Rysiek zgodziÅ‚ siÄ™, wybraÅ‚ fiata -lecz do pracy oczywiÅ›cie nie poszedÅ‚. Znów zaczęły przychodzić wezwania – a on znów ich nie odbieraÅ‚. KtóregoÅ› dnia, już kiedy byÅ‚am w ciąży, do drzwi zapukaÅ‚ patrol drogówki. „Mamy rozkaz doprowadzić Henryka Riedla, bo uchyla siÄ™ przed sÅ‚użbÄ… wojskowÄ…” – usÅ‚yszeliÅ›my. Cóż, u nich w papierach też byÅ‚ baÅ‚agan… Rysiek staÅ‚ jak sÅ‚up, krzyczaÅ‚ za to teÅ›ciu, który wypadÅ‚ ze swojego pokoju: „ Taki Bardzo dobrze! Nareszcie ktoÅ› go wychowa, weźmie w karby, każe zrobić zawodowe prawo jazdy!”. Zdecydowanie byÅ‚ za, co mnie dodatkowo podkrÄ™ciÅ‚o. Do niego ostro powiedziaÅ‚am, że teraz na wychowanie chyba za późno, a do nich, że Rysiek zostaje w domu, a wyjaÅ›nić nieporozumienie na komisariat pojadÄ™ ja. Chyba siÄ™ przestraszyli mojÄ… ciążą, bo grzecznie oznajmili, iż RyÅ›ka muszÄ… zabrać, ale zapięć minut do mnie zadzwoniÄ…, by powiedzieć co i jak. ZadzwoniÄ… na pewno. Faktycznie. Wtedy zaczęłam wrzeszczeć do sÅ‚uchawki, że muszÄ… go puÅ›cić, bo z jego imieniem jest błąd – i w ogóle muszÄ… go puÅ›cić… KrzyczaÅ‚am             i groziÅ‚am. Powiedzieli: „Dobrze, puÅ›cimy go, ale jutro musi iść na WKU wyjaÅ›nić sprawÄ™”. Rysiek wróciÅ‚, usiadÅ‚ i odetchnÄ…Å‚: „ GoÅ›ka, ja siÄ™ modliÅ‚em, żebyÅ› nie zmiÄ™kÅ‚a. Już miaÅ‚em zdjÄ™te sznurowadÅ‚a, zabrany pasek, opróżnione kieszenie – i rano do jednostki. Twój wrzask dali na gÅ‚oÅ›niki na caÅ‚y komisariat. Nawet milicjanci wracajÄ…cy z patrolu podchodzili do mnie: ‘To twoja żona? Ale masz herod babÄ™… Współczujemy ci’. Ja: ‘Tak, co zrobić…’. Nazajutrz rzeczywiÅ›cie poszÅ‚am do WKU i wyjaÅ›niÅ‚am pomyÅ‚kÄ™. Za „jedynego żywiciela rodziny” nie mogÅ‚am go podać, bo… przecież nie pracowaÅ‚. Potem Rysiek tak siÄ™ wycwaniÅ‚, że jak przychodziÅ‚ papier z WKU czy komendy, to mnie kazaÅ‚ iść, a sam czekaÅ‚ schowany za rogiem. „No i co, no i co?” -pytaÅ‚ zaniepokojony. A ja mówiÅ‚am: „Panie kapitanie – czy tam poruczniku – co mam zrobić, skoro męża znowu nie ma w domu? “. „ Oj ma pani z tym mężem… ” - sÅ‚yszaÅ‚am. I tak lata biegÅ‚y na lawirowaniu, aż przenieÅ›li go do rezerwy.