Do tego Dżemu – jeszcze-nie-Dżemu – docieraÅ‚ Rysio drogÄ… raczej okrężnÄ…. DowiedziaÅ‚ siÄ™ bowiem, gdzie pracuje Wojtasiak, a potem zatrudniÅ‚ w tym sa­mym zakÅ‚adzie Å›lusarsko – monterskim. ZatrudniÅ‚ oczywiÅ›cie, nie przesadzajmy, tylko na chwilÄ™, ale wystarczyÅ‚a ona, by na rzucone hasÅ‚o „śpiewam” uzyskać od Olka odzew „przyjdź, spróbuj”.

Powtórzmy-była jesień 1973 roku.

Rysiek baÅ‚ siÄ™, że nie zrozumie ich fachowej terminologii – opowiada Gola, która towarzyszyÅ‚a mu na pierwszej próbie, czy raczej egzaminie. W jego po­przednich kapelach byÅ‚y tylko ogólne ustalenia typu „najpierw wstÄ™p, potem Å›pie­wasz, potem solówka i koÅ„czymy”. A tu PaweÅ‚ z Benem po prostu przerzucali siÄ™ różnymi „breakami”, „frazami”, „przebitkami”. Wydawali mu siÄ™ strasznymi zawodowcami. PamiÄ™tam, że od razu zaczÄ™li konkretnie. „ To znasz, tamto znasz? Tak? No to Å›piewaj ” Na pierwszy ogieÅ„ poszÅ‚o – lepiej dla RyÅ›ka być nie mogÅ‚o- „Ali Right Now” Free. Nic mu po sobie nie dali poznać, tylko na koniec próby powiedzieli, żeby wpadÅ‚ na nastÄ™pnÄ…. Jak wyszliÅ›my na autobus, byÅ‚am zdumiona: ..Rysiek, skÄ…d ty wiedziaÅ‚eÅ› co znaczÄ… te odzywki?!”. „Nie wiedziaÅ‚em, udawaÅ‚em że wiem, domyÅ›laÅ‚em siÄ™. No bo przebitka to chyba coÅ› z perkusjÄ…”. DodaÅ‚ jeszcze, że nie jest pewien, czy wypadÅ‚ dobrze i czy siÄ™ zaÅ‚apie do kapeli, bo PaweÅ‚, który- byÅ‚ wówczas głównym wokalistÄ… -jego zdaniem nieźle Å›piewaÅ‚…

PawÅ‚owi Bergerowi też wydawaÅ‚o siÄ™, że nieźle Å›piewa – ale tylko do mo­mentu rozpoczÄ™cia tamtej, jakże pamiÄ™tnej próby. Buty nam spadÅ‚y jak daÅ‚ gÅ‚os, ale niczego po sobie poznać nie daliÅ›my, żeby maÅ‚olatowi siÄ™ w gÅ‚owie nie poprzewracaÅ‚o - mówi z uÅ›miechem kiedyÅ› Å›piewajÄ…cy pianista. Adam OtrÄ™ba: ByÅ‚ wysoki, chudy, dÅ‚ugowÅ‚osy. Taki typowy „hipol”. Ale my też byliÅ›my dÅ‚ugowÅ‚osi, wiec do nas pasowaÅ‚ jak ulaÅ‚… Na poczÄ…tku mierzyliÅ›my siÄ™ wzrokiem, badaliÅ›my nawzajem, zachowywaliÅ›my dystans. Jednak gdy wydaliÅ›my dźwiÄ™ki, a on zaÅ›pie­waÅ‚, w sekundÄ… zrozumiaÅ‚em, że jedno z drugim jakoÅ› kapitalnie gra. MiaÅ‚, skuba­ny, nie tylko gÅ‚os, bo i takie wyczucie frazy, że… brak słów. To wÅ‚aÅ›nie przyjÅ›cie RyÅ›ka do kapeli sprawiÅ‚o, iż poczuliÅ›my, że można zrobić coÅ› konkretnego. OdtÄ…d muzycznie wszystko inaczej zaczęło siÄ™ konstruować.

No i tak Riedel zakotwiczyÅ‚ Dżemie. ZakotwiczyÅ‚?… Jednak nie, bo nikt wówczas nie traktowaÅ‚ Dżemu – zresztÄ… ta nazwa przylgnęła dopiero po roku -bardzo poważnie. Nikt nie traktowaÅ‚ jako sposobu na caÅ‚e życie, na zarabianie. To byÅ‚o hobby i tylko przy okazji – wcale nie za czÄ™stej zresztÄ…- możliwość dorobie­nia. Nie traktowali Dżemu bardzo poważnie ani Beno OtrÄ™ba, ani PaweÅ‚, ani Adam – ani nawet Rysiek, który jako jedyny z zespoÅ‚u nie pracowaÅ‚, i jako jedyny (może obok Adama) chciaÅ‚ Å›ciÅ›le zwiÄ…zać swÄ… przyszÅ‚ość z muzykÄ…. Danek: On nie mówiÅ‚ czÄ™sto, że chce Å›piewać, ale to byÅ‚o wiadomo. TkwiÅ‚a w nim taka miÅ‚ość do muzy­ki, iż trudno jÄ… okreÅ›lić sÅ‚owami. SiedziaÅ‚, gadaÅ‚ – ale caÅ‚y czas wybijajÄ…c rytm, caÅ‚y czas sÅ‚uchajÄ…c dźwiÄ™ków, które w nim graÅ‚y. Jednak nawet mimo awansu do Dżemu nie traciÅ‚ swoich cech najistotniejszych, w tym niesumiennoÅ›ci. PrawdÄ™ mówiÄ…c byÅ‚o tak, że jak miaÅ‚ szmal, to chodziÅ‚ „Pod Jesiony”, a jak nie miaÅ‚ — to na próby - Å›mieje siÄ™ „Pudel”. Ale że Rysiek bardzo rzadko – bo niby w jaki sposób? – byÅ‚ przy forsie, wówczas jego frekwencja na próbach wyglÄ…daÅ‚a znakomicie… A mnie nigdy nie nawaliÅ‚! - chwali siÄ™ Leszek FaliÅ„ski, perkusista i pianista. Bo zdarzaÅ‚o siÄ™, że nie przychodziÅ‚ na próbÄ™ Dżemu, tylko jechaÅ‚ pić na przykÅ‚ad do Pszczyny, a jak ja siÄ™ z nim ustawiaÅ‚em, by wpadÅ‚ do mnie grać do domu, gdzie staÅ‚o piano – zawsze przyszedÅ‚. Po prostu panowaÅ‚o miedzy nami porozumienie. Porozumienie wyłącznie muzyczne, nie przyjaźń, bo Rysiek Å‚aziÅ‚ wÅ‚asnymi Å›cieżkami, ze swoim towarzystwem, co mi zresztÄ… odpowiadaÅ‚o, ponieważ zdecydowanie wolaÅ‚em grać, a nie siÄ™ z nimi włóczyć. Ale już po chwili Leszek na ów portret nanosi poprawkÄ™: No nie, raz mnie tak zrobiÅ‚ w konia, iż myÅ›laÅ‚em, że go uduszÄ™. Å»e przez niego nie zdam matury… Po dÅ‚ugich proÅ›bach sroga dyrektora liceum, która zawsze Å›cigaÅ‚a mnie za dÅ‚ugie wÅ‚osy, zgodziÅ‚a siÄ™, byÅ›my zagrali na studniówce. PoprosiÅ‚em wiÄ™c RyÅ›ka, żeby chociaż przyczesaÅ‚ wÅ‚osy i zaÅ‚ożyÅ‚ jakÄ…Å› porzÄ…dniejszÄ… koszulÄ™. ZgodziÅ‚ siÄ™ od razu, bez oporów. „Nie ma sprawy ” – dodaÅ‚. Ale przyszedÅ‚ ubrany po swojemu - w postrzÄ™pionej, brudnawej koszuli, z rozpuszczonymi, nieumytymi wÅ‚osami. Wszyscy wystrojeni jak to na studniówce, a on… O mój Boże! Nie wiedziaÅ‚em gdzie siÄ™ schować ze wstydu. Ale dyrektorka zmiÄ™kÅ‚a, jak posÅ‚uchaÅ‚a Å›piewu RyÅ›ka. ByÅ‚o gut. Z maturÄ… również.