Ale przecież rola Riedla nie ograniczaÅ‚a siÄ™ do Å›piewania, grania do harmonijce, Å‚atania                        i klejenia skÅ‚adu, muzycznej edukacji mÅ‚odszych kolegów… Jeszcze wzrosÅ‚a, kiedy zaczÄ…Å‚ pisać teksty, a nawet współkomponować! To byÅ‚ w dziejach Dżemu – dotÄ…d obracajÄ…cego siÄ™ niemal wyłącznie w krÄ™gu mniej lub bardziej przerabianych standardów zachodnich – moment przeÅ‚omowy.

Tymi, którzy obudzili w RyÅ›ku talent literacki, okazali siÄ™ dwaj Kazikowie – wspomniany wczeÅ›niej „Filo” GalaÅ› oraz jeszcze nie wspomniany, a czas najwyższy, Gayer. WÅ‚aÅ›nie oni swoimi próbami poetyckimi sprowokowali próby poetyckie Riedla. WÅ‚aÅ›nie oni we trzech – nim „Filo” pogrążyÅ‚ siÄ™ w chorobie narkotycznej, a Gayer w psychicznej – budowali w poczÄ…tkowym okresie zjawisko pt. Dżem od strony tekstowej. „Filo” podrzuciÅ‚ pierwszy w historii grupy tekst wÅ‚asny – „BalladÄ™ o dziwnym malarzu”, a potem, wÅ‚aÅ›ciwie do koÅ„ca, częściej lub rzadziej (częściej rzadziej) podrzucaÅ‚ nastÄ™pne teksty, żeby wymienić sÅ‚ynne „Jesiony”, jeszcze sÅ‚ynniejsze „Czerwony jak cegÅ‚a”, z rzeczy późniejszych „ObÅ‚udÄ™”, a z rzeczy mniej udanych, bo i takie siÄ™ zdarzaÅ‚y,                   „Bluesa AlabamÄ™” czy „Kaczor, coÅ› ty zrobiÅ‚”. Natomiast Kazik Gayer rzadko pisaÅ‚ samemu („CzÅ‚owieku co siÄ™ z tobÄ… dzieje”), za to częściej z Riedlem („Whisky”, „Paw”, „Kiepska gra”),             co w praktyce polegaÅ‚o na literackim wygÅ‚adzeniu surowych po­mysłów wokalisty; ponadto staraÅ‚ siÄ™ ująć Dżem w jako takie karby organizacyj­ne. Ale choć wkÅ‚adu Kazików przeceniać siÄ™ nie da, przecież ton nadawaÅ‚ wszyst­kiemu wÅ‚aÅ›nie Rysio. Ton i koloryt. PotrafiÅ‚ tchnąć w kupkÄ™ czasami – nawet czÄ™sto! – banalnych słów, poupychanych w wersy bez wiÄ™kszego sensu, swojego ożywczego ducha. PotrafiÅ‚ zaÅ›piewać te sÅ‚owa tak, że – po pierwsze – szÅ‚y iskry i dreszcze, oraz – po drugie – sÅ‚uchacz zapominaÅ‚ o naiwniutkiej treÅ›ci. Weźmy „Bluesa AlabamÄ™” i, już wÅ‚asny tekst wokalisty, „PoznaÅ‚em go po czarnym kape­luszu” – na papierze banalne do granic wstydu, ale w ustach Riedla już… głębo­kie, a przynajmniej poruszajÄ…ce, na pewno, mimo niby-amerykaÅ„skich realiów, tak bardzo naturalne, prawdziwe. Weźmy też „Wiem, na pewno wiem – nie, nie kocham ciÄ™” – bo tu banalnej treÅ›ci RR nadaÅ‚ niemal szekspirowskÄ… wymowÄ™! Ale wszak pisaÅ‚ i rzeczy bezdyskusyjnie wielkie – „Niewinni i ja”, „Kim jestem -jestem sobie”, „Nieudany skok”, „Oh, SÅ‚odka”, „Naiwne pytania”, „Modlitwa III”, „Ostatnie widzenie”; czasami nadziewajÄ…c siÄ™ jednak na luki w wyksztaÅ‚ce­niu, jak we „Śnie o Victorii” (swoim najbardziej hippisowskim tekÅ›cie), kiedy sÄ…dziÅ‚, że victoria znaczy nie zwyciÄ™stwo, tylko wolność (wszakże „Sen” da siÄ™ gÅ‚adko zinterpretować jako rzecz o zwyciÄ™stwie wolnoÅ›ci). Z drugiej strony „Paw” – z jego refleksjÄ… filozoficznÄ…- to już niewÄ…tpliwy Å›lad po Wielkich Lekturach. A w „Whisky” – napisanym na Å‚awce w parku w Tychach, napisanym czysto intu­icyjnie bez dbaÅ‚oÅ›ci o formÄ™, i chyba dlatego tak pulsujÄ…cym autentyzmem – Riedel namalowaÅ‚ swój autoportret na tyle wyrazisty, że sÅ‚owa tego utworu mógÅ‚ później w sÅ‚owach utworów innych tylko rozwijać. Po prostu w tych kilkunastu linijkach okreÅ›liÅ‚ całą warstwÄ™ tekstowÄ… zjawiska pod tytuÅ‚em Dżem!