Ale na to, by Polska poznaÅ‚a „Jesiony” – by w ogóle poznaÅ‚a Dżem! wtedy, w 1979 roku, zupeÅ‚nie siÄ™ nie zanosiÅ‚o. WrÄ™cz przeciwnie. Zespół po prostu sypaÅ‚ siÄ™ jak piasek z rozprutego worka. Nie miaÅ‚ dla kogo grać. DziaÅ‚aÅ‚ tylko siłą rozpÄ™du, a i tak rozpÄ™d nie byÅ‚ wielki. ZresztÄ… gdyby nie wyjazd w lipcu ‘79 na obóz… ZSMP w Wilkasach, na którym chÅ‚opcy doszlifowali i dopracowali wÅ‚asny program, Dżemu poza Tychami i Katowicami pewnie by nikt nie posmakowaÅ‚. W Wilkasach – mówi Leszek FaliÅ„ski – znowu zobaczyÅ‚em innego RyÅ›ka. Nie odludka, nie indywidualistÄ…, tylko kogoÅ› wtopionego w towarzystwo. ByÅ‚y kawaÅ‚y, byÅ‚y Å›miechy, oczywiÅ›cie byÅ‚o popijanie. Rysiek wreszcie porozumiaÅ‚ siÄ™ z moim bratem, bo wczeÅ›niej towarzysko nie mogli dojść do porozumienia. PozostaÅ‚ mi w oczach obrazek, jak wstawaÅ‚ pierwszy, szedÅ‚ z harmonijkÄ… do wanny na werandzie domku kempingowego i tam podÅ›piewywaÅ‚ „Whisky”.
W Wilkasach wykluÅ‚ siÄ™ program kapeli, lecz przecież nadal popularna byÅ‚a ona wyłącznie             w wÄ…skim krÄ™gu Å›lÄ…skim i jeszcze węższym krÄ™gu uczestników obozu ZSMP, którym przygrywaÅ‚a do taÅ„ca. Czyli nadal popularna nie byÅ‚a. CoÅ› z tym fantem należaÅ‚o uczynić. SuperokazjÄ™ stwarzaÅ‚ festiwal w Jarocinie -wówczas noszÄ…cy nazwÄ™ „PrzeglÄ…du Muzyki MÅ‚odej Generacji”, toteż spółka Leszek & Rysiek postanowiÅ‚a spróbować jarociÅ„skiej szansy, nie bez oporów jedÂnak pozostaÅ‚ych czÅ‚onków grupy, którym… zwyczajnie siÄ™ nie chciaÅ‚o. Leszek: Przed Jarocinem Rysiek zaskoczyÅ‚ mnie po raz kolejny. Bo niby nie przejmowaÅ‚ siÄ™ zabezpieczeniem bytu rodzinie (za parÄ™ miesiÄ™cy miaÅ‚o mu siÄ™ urodzić drugie dziecko), niby nie dbaÅ‚ o pokierowanie swoim życiem, ale chodziÅ‚ i powtarzaÅ‚: „Lechu, to jest nasza ostatnia szansa, ostatnia godzina, ostatnie pięć minut. Jak teraz nie wykorzystamy, to… ” – nie dokoÅ„czyÅ‚. Nawet zrzuciÅ‚ siÄ™ na wynajÄ™cie żuka, którym pojechaliÅ›my do Jarocina!
Ale udaÅ‚o siÄ™ – nie tylko namówienie do wyjazdu Tadka. Adama. Jurka StyczyÅ„skiego, nie tylko zebranie odpowiedniej kwoty na żuka. UdaÅ‚ siÄ™ bÅ‚yskotliwy debiut. Dżem obwoÅ‚ano sensacjÄ…. Tyle że – wydawaÅ‚o siÄ™ – sezonowÄ…, ponieważ w Å›lad za sukcesem jarociÅ„skim nie przyszedÅ‚ żaden nastÄ™pny. Nie napÅ‚ynęła żadna sensowna propozycja. Dlatego do wniosku, że przed Dżemem jednak nie ma przyszÅ‚oÅ›ci, doszli wszyscy – nawet tak zapalony Leszek FaliÅ„ski. No, prawie wszyscy. Wszyscy oprócz Ryszarda Riedla. Ten dÅ‚ugo namawiaÅ‚ kogo siÄ™ daÅ‚o. Pod koniec 1980 zorganizowaÅ‚ spotkanie w WesoÅ‚ej, na którym udaÅ‚o mu siÄ™ przekonać kolegów, żeby spróbowali siÄ™ nie poddać jeszcze jeden raz.
Za kilka miesiÄ™cy „Paw” staÅ‚ siÄ™ wielkim ogólnopolskim przebojem radiowym. Za kilka nastÄ™pnych wyszedÅ‚ wraz z „Whisky” na singlu – pierwszej pÅ‚ycie w dorobku Dżemu.
SÅ‚uchaliÅ›my tej pÅ‚ytki caÅ‚ymi dniami, nawet tygodniami, bo akurat MiaÅ‚em wolnÄ… chatÄ™ - mówi Jacek Strażecki, kolega RyÅ›ka z podwórka, wówczas wÅ‚aÅ›ciciel najlepszego sprzÄ™tu grajÄ…cego                 w okolicy, którego dźwiÄ™k przywabiÅ‚ Riedla, wiÄ™c zapukaÅ‚ do drzwi, i odtÄ…d zostali dobrymi znajomymi aż do granic przyjaźni. ByÅ‚ Rysiek, byÅ‚a GoÅ‚a, wpadali chÅ‚opaki z Dżemu. ByÅ‚o sÅ‚uchanie         i Å›piewanie. ByÅ‚o oblewanie. ByÅ‚o wesoÅ‚o. Rysiek naprawdÄ™ siÄ™ cieszyÅ‚, Å›miaÅ‚ na caÅ‚y gÅ‚os, snuÅ‚ plany. Tak sobie dzisiaj myÅ›lÄ™, że to byÅ‚ najlepszy okres jego życia…
PamiÄ™tam, jak dostaÅ‚ pierwsze pieniÄ…dze z ZAiKS-u — opowiada GoÅ‚a. Duże pieniÄ…dze – mój ojciec przez trzydzieÅ›ci Å‚at pracy nigdy nie widziaÅ‚ na raz takiej sumy. Rysiek przyniósÅ‚ je z poczty, poÅ‚ożyÅ‚ na stole i podzieliÅ‚ na kupeczkL To dla mojego ojca i matki (ze dwie, a może trzy wypÅ‚aty z kopalni), to dla moich sióstr, to dla niego samego – na karton „ Cameli” w Peweksie, na nowe spodnie i na taksówki. Na szczęście nieco udaÅ‚o mi siÄ™ wyrwać na czynsz…
Wobec pierwszych sukcesów syna zmiÄ™kÅ‚ nawet ojciec. Tylko trochÄ™, ale jednak. Mąż pracowaÅ‚ wtedy                                    w CzechosÅ‚owacji na ciężkim sprzÄ™cie budowlaÂnym - wspomina pani Krystyna.              I tam usÅ‚yszaÅ‚ w polskim radiu „Pawia”. SzybÂko dostaÅ‚am od niego list –pierwszy             i zresztÄ… ostatni w życiu. Potem, jak przyjechaÅ‚am, dowiedziaÅ‚am siÄ™, że chwaliÅ‚ siÄ™ kolegom: „ O, to mój syn Å›piewa “. Choć maska nieprzejednania zostaÅ‚a.
Poważniej próby zerwania tej maski podjęła siÄ™ Katarzyna Gartner – ktoś                    z establishmentu, kompozytorka znana naprawdÄ™ bardzo, głównie z przebojów Maryli Rodowicz (z „MaÅ‚goÅ›kÄ…” na czele), ale też z kilku wiÄ™kszych form, miÄ™dzy innymi mszy beatowej „Pan przyjacielem moim”, no i z „PozÅ‚acanego warkocza”, do którego zaangażowaÅ‚a Dżem. SzukaÅ‚am kogoÅ›, kto połączy hasÅ‚a „ŚlÄ…sk”, „rock’n roll” i „dynaÂmit”. A szukaÅ‚am nie
w telewizorze, tylko po Jarocinach, po piwnicach. Dżem znalazÅ‚am wÅ‚aÅ›nie w jakiejÅ› piwnicy, gdzie po Å›cianach ciekÅ‚a woda. Jak oni zÂgrali, a Ricard wydarÅ‚ gÄ™bÄ™ - odpadÅ‚am. To byÅ‚o objawienie! Fakt pozostaje faktem – wÅ‚aÅ›nie Gartner jest pierwszÄ… (i tak dÅ‚ugo jedynÄ…) osobÄ… z establishmentu, która poznaÅ‚a siÄ™ na Dżemie, na RyÅ›ku. Krystyna Riedel: PrzyszÅ‚a kiedyÅ› do nas na kolacjÄ™ i zaczęła męża przekonywać. Wprost. MówiÅ‚a: „Ja kogoÅ› tak utalentowanego jak Rysiek jeszcze nie spotkaÅ‚am.                Z takim sÅ‚uchem “. Gartner: Bo to byÅ‚ geniusz wokalu! Taki rodzi siÄ™ raz na sto lat. A poza wszystkim ten chÅ‚opak przecież nie nadawaÅ‚ siÄ™ do żadnej normaÅ‚nej, konkretnej pracy. UsiÅ‚owaÅ‚am to wytÅ‚umaczyć… Krystyna Riedel: Mąż zaczÄ…Å‚ narzekać, że w takim razie powinien skoÅ„czyć jakÄ…Å› muzycznÄ… szkołę. „Szkołę?!” -pani Gartner trochÄ™ podniosÅ‚a gÅ‚os. „A po co? Pan myÅ›li, że ja skoÅ„czyÅ‚am szkołę muzycznÄ…? “. Później zeszli na dół, bo mąż chciaÅ‚ zobaczyć jej samochód. WróciÅ‚ zdumiony, nawet zdenerwowany. PowtarzaÅ‚: „Jak tak znana osoba może jeździć tak brudnym samochodem?!”. Ale maÅ‚o kto równie dbaÅ‚ o swój samochód co mój mąż.