<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Wszystko o wielkim bluesie</title>
	<atom:link href="http://www.czlowiek.ifhu.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.czlowiek.ifhu.pl</link>
	<description>Blues to ważna muzyka</description>
	<lastBuildDate>Fri, 28 May 2010 12:17:50 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Układy z zespołem</title>
		<link>http://www.czlowiek.ifhu.pl/uklady-z-zespolem/</link>
		<comments>http://www.czlowiek.ifhu.pl/uklady-z-zespolem/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 May 2010 12:17:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Człowiek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.czlowiek.ifhu.pl/?p=44</guid>
		<description><![CDATA[Zdecydowanie gorzej układało się Riedlowi z perkusistami &#8211; poza Falińskim, no i poza Michałem Giercuszkiewiczem (w Dżemie 1981-86), ale to układ warty, niestety, osobnego rozpatrzenia. W każdym razie Rysiek do końca chciał, żeby Michał &#8211; który wyleciał z kapeli w sporej części przez niego &#8211; do Dżemu wrócił. Natomiast Marka Kapłona (1986-91) nie cenił i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zdecydowanie gorzej układało się Riedlowi z perkusistami &#8211; poza Falińskim, no i poza Michałem Giercuszkiewiczem (w Dżemie 1981-86), ale to układ warty, niestety, osobnego rozpatrzenia. W każdym razie Rysiek do końca chciał, żeby Michał &#8211; który wyleciał z kapeli w sporej części przez niego &#8211; do Dżemu wrócił. Natomiast Marka Kapłona (1986-91) nie cenił i nie lubił,                 z wzajemnością zresztą. Jerzego Piotrowskiego (1991-92) &#8211; człowieka też nie lubił i też była tu wzajemność. Właściwie obaj udawali, że się nie widzą zamieniając w sumie kilkanaście zdań, na pewno nie kilkadziesiąt. Za to o Piotrowskim &#8211; muzyku zda­nie miał wręcz przeciwne. Kiedyś wpadł do Jacka Strażeckiego pochwalić się jeszcze ciepłym „Detoksem&#8221; i podczas przesłuchania płyty wprost rozpływał nad grą byłego pałkera SBB. A Zbigniewowi Szczerbińskiemu, następcy Piotrowskiego, ciągle powtarzał, że gra zbyt kanciasto, ze zbyt małym luzem. <em>Starał się Zbyszka naprowadzać, pokazać, jak powinien grać, ale robił to strasznie mało fachowo </em>- mówi Partyzant &#8211; <em>więc „Zbiggy&#8221; nie mógł pojąć i dodatkowo się stre­sował. Dopiero Beno łagodził sytuację, te wymachiwania rękami Ryśka przekła­dając na język fachowy.</em></p>
<p>Tak, ale do czynienia uwag Szczerbińskiemu miał Riedel mało okazji, po­nieważ &#8211; powtórzmy &#8211; już dużo, dużo wcześniej tracił zainteresowanie pracą, kapelą, kolegami. Świat, w którym przebywał, był z każdym rokiem światem mniej Dżemowym. Z partnerami z zespołu widywał się najczęściej            w&#8230; autokarze i na scenie &#8211; bo już nawet nie w hotelu, gdzie oni bez niego robili swoje, a on bez nich swoje; i nawet nie na próbach, w każdym razie na próbach rzadko, coraz rzadziej, bo Rysiek zaczął się na nie nie stawiać. To dlatego od „Zemsty nietoperzy&#8221;, nagranej w 1986 roku, przestał być współkompozytorem piosenek.</p>
<p>Danek: <em>Ten człowiek cały czas uciekał przed przymusem &#8211; szkołą, wojskiem, pracą od siódmej do piętnastej. Chciał skonstruować swoje życie wolne od przymusu, rygoru, obowiązku. Nie wiedział, że to jest niemożliwe. Bo pojawił się na­stępny przymus &#8211; terminy zakontraktowanych koncertów, opłaconego studia. Chciał od tego uciec między innymi przez narkotyki, ale one wytworzyły kolejny, jeszcze ostrzejszy przymus, który nałożył się na pierwszy &#8211; i Riedel był w matni. Narkotyki spowodowały, że Rysiek nie mógł pić, czyli uczestniczyć w tym, co po koncertach proponowali chłopcy z zespołu, a oni &#8211; na szczęście </em>- <em>nie chcieli uczestniczyć w tym co proponował Riedel, więc pojawił się rozdźwięk. Widziałem, że miał wszystkiego dość. Z każdym rokiem bardziej. Miał dość bagażu wymagań, oczekiwań, całej otoczki gwiazdorstwa. Tego, że po koncercie ludzie go męczyli. Ten chciał z nim porozmawiać, tamta chciała, jakieś dziewczyny przychodziły po autograf wspólną fotkę albo nie tylko. Tyle osób chciało mieć cząstkę Riedla dla siebie! Dlatego gdy grali w Łodzi albo Trójmieście (gdzie parę lat studiowałem malarstwo), po koncercie z ulgą nie wracał do hotelu, tylko nocował                  u mnie. Bo chciał i musiał odpocząć od tego wszystkiego. Uciec choć na chwilę.</em></p>
<p>Menedżer Leszek Martinek, który przejął Dżem z rąk Jacobsona, mówi, że w latach 90., zwłaszcza w 93 i 94 roku, musiał się napocić, by w ogóle wyciągnąć wokalistę z domu, ponieważ ten na wiadomość o następnych nagraniach czy wyjeździe na koncert reagował niechęcią, nawet złością. <em>Nie czuł presji, że ma zarobić na rodzinę. W ogóle nie myślał w ten sposób.</em></p>
<p>Tak, tekst „Małej Alei Róż&#8221; &#8211; pełen goryczy, zniechęcenia, wątpliwości -nie wziął się                         z przypadku. Zastanawiać jednak musi &#8211; zastanawiać i przerażać! -że choć wyszedł na singlu w 1985 roku, to faktycznie pochodzi już z 1982 (Dżem wykonał go w sierpniu &#8216;82 w programie krakowskiej telewizji). Trzeba dodać, iż w Katowicach na ulicy Różanej (bo przecież ta Aleja Róż nie jest warszawską Aleją Róż, przy której mieszkali czerwoni książęta) mieściła się jedna z pierwszych na Śląsku narkomańskich melin. Tam to Rysiek szukał azylu&#8230;</p>
<p>Ale kiedy zespół nagrywał pierwsze albumy, wokalista jeszcze nie był zniechęcony.                   Debiutanckiego albumu &#8211; „Dżemu&#8221;, długo dostępnego wyłącznie w wersji kasetowej, w wersji płytowej jako „Dzień, w którym pękło niebo&#8221; dopiero od 1992 &#8211; Riedel nie znosił, oczywiście tylko ze względu na fatalny, nie zgrywany w studiu dźwięk, bo doceniał historyczną rolę wydawnictwa, które wreszcie pozwoliło pokazać się grupie w wymiarze większym niż singlowy. W pełni angażował się            w nagranie „Cegły&#8221;, choć i tu narzekał na brzmienie, wyróżniał za to okładkę- jego zdaniem najbardziej udaną z całego katalogu Dżemu. A już dumny był z „Absolutely Live&#8221; &#8211; ulubionego albumu spośród wszystkich nagranych w życiu.</p>
<p>Lecz zarówno „Absolutely Live&#8221;, jak i „Cegłę&#8221; — o „Dżemie&#8221; / „Dniu, w którym pękło niebo&#8221; nie wspominając &#8211; wypełniły stare numery, zbierane przez Dżem latami. Latami aktywności Ryszarda Riedla&#8230;</p>
<p>Kłopoty, poważne kłopoty zaczęły się od „Zemsty nietoperzy&#8221;.</p>
<p><em>Już wtedy przestał bywać na próbach, a do studia przyszedł na gotowe — </em>opowiada Marcin Jacobson. <em>Musiał więc zaakceptować nagrane podkłady (czasami akceptując z miną męczennika), bo przecież już nic nie można było zmieniać. „Klosza &#8221; znał tylko w zarysie, jako krótki, czterominutowy numer. Nie chciało mu się słuchać całości przed nagraniem wokalu, toteż pojechał od razu &#8211; zresztą moim zdaniem z bardzo kiepskim tekstem. Skończył, ale że muzyka jeszcze trwała &#8211; zaciekawiony zostawił słuchawki na uszach.   Nic nie wiedział o wydłużeniu utworu, o szaleństwie Przybyłowicza,            o ornamentach „Korka&#8221;. I to jego „Jezus Maria!&#8221; jest jak najbardziej spontaniczne! Zostawiłem „Jezus Maria!&#8221; specjalnie, choć Rysiek był sceptyczny. Chciał, żeby pod koniec brzmiał tylko saksofon, a resztę sugerował wyciszyć.</em></p>
<p>Jacobson dodaje, że z „Zemstą&#8221; było jeszcze pół biedy &#8211; bo Riedel miał ze sobą przynajmniej jakieś szkice tekstów, a ponadto udało się wygrzebać jeden stary („Uśmiech śmierci&#8221;), całość dopełniając słowami&#8230; samego menedżera („Boże daj dom&#8221;). Ale dwie następne płyty&#8230; Pierwszą, „Tzw. przeboje &#8211; całkiem Live&#8221;, zespół nagrywał na żywo w Teatrze STU w Krakowie na drugim tego dnia koncercie. <em>Wcześniej mieliśmy dziesięć dni przerwy. Powiedziałem Ryśkowi, żeby w tym czasie oszczędzał się, wypoczął, spróbował zadbać o siebie. Ale jak przyjechał do Krakowa, wyglądał jak ścierka&#8230; </em>Do tego doszło przeziębienie. A do przeziębienia sforsowanie głosu na pierwszym ze wspomnianych koncertów, mającym służyć rozgrzewce i sprawdzeniu aparatury! Trzeba było jechać na pogotowie, stosować wlewki &#8211; a i tak „Tzw. przeboje&#8221; to rejestracja wielkiej niemocy Riedlowego gardła.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.czlowiek.ifhu.pl/uklady-z-zespolem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kolejne sukcesy</title>
		<link>http://www.czlowiek.ifhu.pl/kolejne-sukcesy/</link>
		<comments>http://www.czlowiek.ifhu.pl/kolejne-sukcesy/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 May 2010 12:16:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Człowiek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.czlowiek.ifhu.pl/?p=42</guid>
		<description><![CDATA[Tak, ale nim Rysiek stał się gwiazdą, nim zaczęto go wychwalać przy ogni­skach i w autokarach &#8211; ponownie rozpędzona kariera Dżemu zaczęła zwalniać, a tak naprawdę została niemal zahamowana. Po prostu w latach 1983-84 kapeli -pozbawionej profesjonalnej promocji, przyćmionej przez gwiazdy rockowego boomu &#8211; ponownie groził rozpad, tym razem ostatni. Adam Otręba wyjechał na Bliski [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tak, ale nim Rysiek stał się gwiazdą, nim zaczęto go wychwalać przy ogni­skach i w autokarach &#8211; ponownie rozpędzona kariera Dżemu zaczęła zwalniać, a tak naprawdę została niemal zahamowana. Po prostu w latach 1983-84 kapeli -pozbawionej profesjonalnej promocji, przyćmionej przez gwiazdy rockowego boomu &#8211; ponownie groził rozpad, tym razem ostatni. Adam Otręba wyjechał na Bliski Wschód grać do tańca i pod drinki, a Rysiek&#8230; <em>Rysiek pytał samego siebie: „ Czyżby już się skończyło? &#8221; </em>- opowiada Gola. <em>Ale zaraz sobie odpowiadał: „Za szybko. Jeszcze coś musimy zrobić&#8221;. Jeździli                z Gayerem po chłopakach, nama­wiali, kombinowali. Jak nie z tym, to z tamtym&#8230; </em>Mieli różne pomysły, między innymi dziwne. Chcieli z Riedla uczynić solistę, albo zespół kompletnie przeme­blować.                W pewnym momencie nie widzieli w nim Bena i Jurka, widzieli za to „Skibę&#8221; z Krzaka. Tego samego Krzaka, z którym Rysiek w owym czasie koncer­tował, a nawet nagrywał.</p>
<p>Ryśkowi niestety nie udało się wcielić w życie wielu swoich zamierzeń. Ale tych zamierzeń nie udało mu się wcielić w życie na szczęście.</p>
<p>Został więc w starym Dżemie -już w wkrótce, bo od 1985 roku, wielkiej gwieździe polskiego rocka. Lecz ów stary  Dżem od mniej więcej tamtej pory okazał się też jakby nowym Dżemem.                      I wcale nie chodzi tu o popularność, uwiel­bienie tłumów, małe i duże &#8211; choć prawie zawsze wielkie &#8211; płyty. Chodzi o układ sił w zespole, o stosunek do pracy&#8230; Bo ten, który Dżem kleił, wyciągał                     z niebytu, który być może jako jedyny naprawdę wierzył w sukces &#8211; w dzień nadejścia owego sukcesu, a nawet w przededniu, przestawał żyć kapelą, przestawał żyć muzyczną pracą. Innymi słowy -                       z lokomotywy stawał się wagonem, i to wyma­gającym zdwojonej uwagi, ponieważ wypadał z szyn. Jeszcze innymi &#8211; od kole­gów z Dżemu zaczęło dzielić Ryśka dużo więcej niż dzieliło dotychczas.</p>
<p>Jakiś dystans między Riedlem a innymi filarami zespołu &#8211; Otrębami, Bergerem, Styczyńskim &#8211; istniał zawsze. Ze względu na różnicę wieku (tylko Jurek był młodszy od Ryśka), ze względu na różnicę wykształcenia (wiadomo, że każdy był lepiej wykształcony od Ryśka), ze względu na różnicę stylu życia (wiadomo, że każdy prowadził bardziej stabilne). Tak naprawdę łączyła ich głównie muzy­ka, łączył Dżem. Ale na początku &#8211; właśnie gdzieś do pierwszych lat dziewiątej dekady XX wieku -                 z pewnością byli dobrymi kolegami. Chociażby dlatego, że razem spędzali wolny czas. Sporo wolnego czasu. Gola: <em>Jeździliśmy w góry do Benka, do Pawła pod gruszą (dużo nauczyłam się od Haliny, jego żony -przede wszystkim zachowywania spokoju), do Adama na śliwki, czereśnie i oczywiście piwo. Oni też do nas przyjeżdżali. Pamiętam, jak raz Benek z Pawłem byli u nas na imprezie. Paweł jakoś wyszedł wcześniej, a Benek też chciał wyjść, bo jeszcze wtedy pracował i musiał bardzo rano wstać. Ale zanim poszedł, siedział z kimś w oknie i na głos marzył o czasach, kiedy ludzie jedzenie trzymali na balkonach, więc było można je zwędzić -ponieważ akurat zabrakło nam i jedzenia, i picia. Rysiek               z jeszcze jednym kumplem poszli coś zorganizować, a Beno mówi: „No dobra, zbieram się &#8220;. Wtedy ja: „Ale Rysiek wziął klucz i zamknął nas od zewnątrz, musisz zostać&#8221;, po czym szarpnęłam drzwiami, dyskretnie je nogą blokując. Be­nek zaczął pomstować na Ryśka, że przez niego nie zdąży do pracy. Po godzinie, może półtorej wracają z jednym piwem i połówką jabola (drugą wypili po drodze) &#8211; a Benek na Ryśka! Kiedy zdziwiony Rysiek wyjaśnił sprawę, dostałam od Benka ostry — choć żartobliwy &#8211; ochrzan. </em>Danek Lisik: <em>Riedel uwielbiał, jak Beno opowiada śląskie kawały. W ogóle bardzo cenił typ humoru proponowany przez Bena. </em>Innym swego czasu częstym gościem na Filaretów był Jurek. <em>Czasami nawet pomieszkiwał u nas, tydzień czy dwa, na początku łat 80. &#8211; </em>mówi Gola. <em>Albo zatrzymywał się na noc, kiedy po powrocie z trasy musiałby długo czekać na pociąg do swojej Trzebini. Jurek miał manię gry w chińczyka. Chciał grać na trasie, u nas w domu, wszędzie. Jak zbił pionka, cieszył się jak dziecko. A Rysiek nie lubił grać. Mówił: „ Co ja głupi, żeby skakać pionkiem po planszy? &#8220;. Musiałam więc </em>- <em>chcąc nie chcąc – grać ja. Po powrocie z trasy Rysiek szedł spać, a my rozkładaliśmy planszę i wyciągaliśmy pionki, kostkę.</em></p>
<p>Riedel niezwykle cenił Styczyńskiego jako gitarzystę. <em>Czasami po powro­cie z koncertów mówił, że Jurek go znowu zaskoczył. Że mógł nie śpiewać, bo</em> <em>Jurek zastępował śpiew gitarą </em>- opowiada Gola. Danek: <em>Rzadko mi mówił o chło­pakach z kapeli, ale jeśli już, to bardzo chwalił Jurka. „Świetny gitarzysta, na czują wie o gitarze wszystko. Gdzie on tak się nauczył grać? Świetny, nie do zastą­pienia. Ale wiesz co &#8211; zapytaj go, kto to jest Stawrogin. Nie będzie wiedział&#8221;. Jednak widziałam, że się lubili </em>- <em>choć byli tak różni. I choć po zakończeniu kon­certu odpływali w swoje światy. Rysiek &#8211; wiadomo. Jurek &#8211; zakrapiane życie to­warzyskie i uczuciowe. </em>Styczyński: <em>Łączyła nas muzyka i Dżem, po prostu wspól­ny cel. To najważniejsze. Ale łączyło nie tylko to. Jak nie był na haju, bardzo lubiłem            z nim rozmawiać. </em>Krzysztof Toczko, lepiej znany jako Partyzant, a jesz­cze lepiej jako ten, który ozdobił akordeonem „Autsadera&#8221;, w latach 1992 &#8211; 94 obecny na wszystkich Dżemowych trasach: <em>Przed Benem czuł respekt, do Pawła miał szacunek. </em>Marcin Jacobson, menedżer zespołu w latach 1984 &#8211; 89, czyli człowiek, za kadencji którego Dżem wszedł do ekstraklasy: <em>Tak, ale siebie uwa­żał za prawdziwego rockowca, a pozostałych chłopaków, może z ulgą dla Jurka, raczej za rzemieślników. </em>Z Adamem sprawa była już bardziej złożona. <em>Przed wy­jazdem do Wilkasów powtarzał: „Koniecznie trzeba namówić Adama &#8221; &#8211; </em>wspomi­na Leszek Faliński. <em>Adama cenił na początku, zwłaszcza za smak &#8211; </em>mówi Gola. <em>Później narzekał na jego picie, szczególnie że po alkoholu Adaś robił się kłótliwy, skory do bójki. „Raz zaczął skakać przede mną jak kogut, to go popchnąłem, aż musieli nas rozdzielać &#8221; &#8211; kiedyś mi opowiadał. Myślę, że również dlatego prze­stał z nimi popijać, bo nie lubił się bić, choć fakt, iż oni go specjalnie nie zapra­szali. </em>Partyzant: <em>Adama także cenił, lecz tylko wtedy, gdy Adaś nie był wypity -czyli raczej rzadko. Drażnił go niestrój jego gitary, zwłaszcza w specjalnym dla Ryśka numerze „List do M. &#8220;, który Adam zaczynał. Odwracał się wtedy do niego i mówił: „Nastrój się, synek&#8221;. A Adaś albo się stroił, albo wzruszał ramionami. </em>Otręba: <em>Rysiek swoim postępowaniem przyczynił się do tego, że uspokojenia i zapomnienia &#8211; po prostu jakiejś ucieczki — szukaliśmy                    w alkoholu.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.czlowiek.ifhu.pl/kolejne-sukcesy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kolejne koncerty</title>
		<link>http://www.czlowiek.ifhu.pl/kolejne-koncertyq/</link>
		<comments>http://www.czlowiek.ifhu.pl/kolejne-koncertyq/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 May 2010 12:12:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Człowiek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.czlowiek.ifhu.pl/?p=38</guid>
		<description><![CDATA[Pozłacany warkocz&#8221; był odgrywany w 1981 roku na scenie w Zabrzu, nagrany w studiu                     w Katowicach oraz pokazany w telewizji. Oglądały go wszyst­kie trzy pokolenia Riedlów, w tym najmłodsze &#8211; reprezentowane przez wówczas trzyletniego Sebastiana. Skończyło się na łzach. ,Jak to, tata tu i tata tam?!&#8221;. Za nic nie chciał uwierzyć, że to możliwe. Płakał [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pozłacany warkocz&#8221; był odgrywany w 1981 roku na scenie w Zabrzu, nagrany w studiu                     w Katowicach oraz pokazany w telewizji. Oglądały go wszyst­kie trzy pokolenia Riedlów, w tym najmłodsze &#8211; reprezentowane przez wówczas trzyletniego Sebastiana. Skończyło się na łzach. <em>,Jak to, tata tu i tata tam?!&#8221;. Za nic nie chciał uwierzyć, że to możliwe. Płakał — </em>opowiada babcia Bastka.</p>
<p>Kiedy starsi państwo Riedlowie pakowali się przed przeprowadzką do Nie­miec, Rysiek bardzo bał się, że ojciec weźmie ze sobą magnetofon, który niedawno sprezentował synowi. <em>,Nie bój się -jak ci dałem, to teraz nie zabiorą&#8221; -odpowiedział mu mąż. </em>Chociaż zdania o wyborze Ryśka nie zmienił. Rzadko -dużo rzadziej niż żona &#8211; słuchał płyt Dżemu, a jeśli już słuchał, o tej muzyce się nie wypowiadał. Zresztą Rysiek nie wykazywał dbałości o rozsyłanie płyt rodzi­nie. Pod tym względem            z mamą było jeszcze jako tako, ale o siostrze zapominał kompletnie. Małgorzata musiała kupować płyty a raczej kasety &#8211; sama. <em>Gdy kiedyś zwróciłam mu uwagę, że mógłby do tego podejść trochę inaczej — zwłasz­cza jak zamieszkałam w Niemczech &#8211; odpowiedział, iż wysyłanie płyt należy do Goli. Ale Gola, niestety, też zapominała&#8230; </em>I z tego powodu, i z racji ograniczone­go kontaktu z polskimi mediami (chociaż media długo nie były przychylne Dże­mowi, oj nie były) &#8211; rodzice z siostrą tak naprawdę aż do „listu <em>Do r</em>. Na 12 Głosów&#8221; nie wiedzieli, na jaką gwiazdę wyrósł Ryszard! Zresztą sam nie byl wylewny w tym względzie. Czasem tylko bąknął mamie, że miał fajny koncert, że przyszło dużo ludzi, że podobało  się im i jemu. Nic albo niewiele więcej&#8230; Nie lubił się chwalić,               w ogóle nie lubił rozmów na forum rodzinnym o muzyce, zespo­le, karierze. Zresztą podczas drugiego przyjazdu matki z Niemiec do Polski Ry­siek powitał ją radośnie, zamienił kilka zdań, ale za chwilę odseparował się od rodziny w swoim pokoju, gdzie siostra znalazła go słuchającego z walkmana Dire Straits. Dlatego tym więcej dał pani Krystynie do myślenia pewien sygnał gdzieś w połowie lat 80. <em>Jechałam autobusem do kraju. W Bochun wsiadła grupa polskiej młodzieży. Usłyszałam, jak bardzo wychwalają jakiegoś wokalistę. Zaciekawiło mnie, o kim tak mówią, więc zapytałam. „O Ryśku Riedlu&#8221;. „Przecież to mój syn!&#8221;. „Niemożliwe!!!&#8221;. Jak mnie obstąpili, jak zaczęli gratulować&#8230; </em>Zresztą podobną przygodę miała nieco wcześniej siostra Ryśka, która na mazurskim biwaku usłyszała, że przy sąsiednim ognisku jacyś studenci grają i śpiewają „Powiedz mi coś o sobie&#8221; z tekstem jej brata. I znów zdziwienie, i znów gratulacje.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.czlowiek.ifhu.pl/kolejne-koncertyq/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jarocin</title>
		<link>http://www.czlowiek.ifhu.pl/jarocin/</link>
		<comments>http://www.czlowiek.ifhu.pl/jarocin/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 May 2010 12:11:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Człowiek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.czlowiek.ifhu.pl/?p=36</guid>
		<description><![CDATA[Ale na to, by Polska poznała „Jesiony&#8221; &#8211; by w ogóle poznała Dżem! wtedy, w 1979 roku, zupełnie się nie zanosiło. Wręcz przeciwnie. Zespół po prostu sypał się jak piasek z rozprutego worka. Nie miał dla kogo grać. Działał tylko siłą rozpędu, a i tak rozpęd nie był wielki. Zresztą gdyby nie wyjazd w lipcu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ale na to, by Polska poznała „Jesiony&#8221; &#8211; by w ogóle poznała Dżem! wtedy, w 1979 roku, zupełnie się nie zanosiło. Wręcz przeciwnie. Zespół po prostu sypał się jak piasek z rozprutego worka. Nie miał dla kogo grać. Działał tylko siłą rozpędu, a i tak rozpęd nie był wielki. Zresztą gdyby nie wyjazd w lipcu &#8216;79 na obóz&#8230; ZSMP w Wilkasach, na którym chłopcy doszlifowali i dopracowali własny program, Dżemu poza Tychami i Katowicami pewnie by nikt nie posmakował. <em>W Wilkasach &#8211; </em>mówi Leszek Faliński &#8211; <em>znowu zobaczyłem innego Ryśka. Nie odludka, nie indywidualistą, tylko kogoś wtopionego w towarzystwo. Były kawały, były śmiechy, oczywiście było popijanie. Rysiek wreszcie porozumiał się z moim bratem, bo wcześniej towarzysko nie mogli dojść do porozumienia. Pozostał mi w oczach obrazek, jak wstawał pierwszy, szedł z harmonijką do wanny na werandzie domku kempingowego i tam podśpiewywał „Whisky&#8221;.</em></p>
<p>W Wilkasach wykluł się program kapeli, lecz przecież nadal popularna była ona wyłącznie              w wąskim kręgu śląskim i jeszcze węższym kręgu uczestników obozu ZSMP, którym przygrywała do tańca. Czyli nadal popularna nie była. Coś z tym fantem należało uczynić. Superokazję stwarzał festiwal w Jarocinie -wówczas noszący nazwę „Przeglądu Muzyki Młodej Generacji&#8221;, toteż spółka Leszek &amp; Rysiek postanowiła spróbować jarocińskiej szansy, nie bez oporów jed­nak pozostałych członków grupy, którym&#8230; zwyczajnie się nie chciało. Leszek: <em>Przed Jarocinem Rysiek zaskoczył mnie po raz kolejny. Bo niby nie przejmował się zabezpieczeniem bytu rodzinie </em>(za parę miesięcy miało mu się urodzić drugie dziecko), <em>niby nie dbał o pokierowanie swoim życiem, ale chodził i powtarzał: „Lechu, to jest nasza ostatnia szansa, ostatnia godzina, ostatnie pięć minut. Jak teraz nie wykorzystamy, to&#8230; &#8221; &#8211; nie dokończył. Nawet zrzucił się na wynajęcie żuka, którym pojechaliśmy do Jarocina!</em></p>
<p>Ale udało się &#8211; nie tylko namówienie do wyjazdu Tadka. Adama. Jurka Styczyńskiego, nie tylko zebranie odpowiedniej kwoty na żuka. Udał się błyskotliwy debiut. Dżem obwołano sensacją. Tyle że &#8211; wydawało się &#8211; sezonową, ponieważ w ślad za sukcesem jarocińskim nie przyszedł żaden następny. Nie napłynęła żadna sensowna propozycja. Dlatego do wniosku, że przed Dżemem jednak nie ma przyszłości, doszli wszyscy &#8211; nawet tak zapalony Leszek Faliński. No, prawie wszyscy. Wszyscy oprócz Ryszarda Riedla. Ten długo namawiał kogo się dało. Pod koniec 1980 zorganizował spotkanie w Wesołej, na którym udało mu się przekonać kolegów, żeby spróbowali się nie poddać jeszcze jeden raz.</p>
<p>Za kilka miesięcy „Paw&#8221; stał się wielkim ogólnopolskim przebojem radiowym. Za kilka następnych wyszedł wraz z „Whisky&#8221; na singlu &#8211; pierwszej płycie w dorobku Dżemu.</p>
<p><em>Słuchaliśmy tej płytki całymi dniami, nawet tygodniami, bo akurat Miałem wolną chatę </em>- mówi Jacek Strażecki, kolega Ryśka z podwórka, wówczas właściciel najlepszego sprzętu grającego                  w okolicy, którego dźwięk przywabił Riedla, więc zapukał do drzwi, i odtąd zostali dobrymi znajomymi aż do granic przyjaźni. <em>Był Rysiek, była Goła, wpadali chłopaki z Dżemu. Było słuchanie          i śpiewanie. Było oblewanie. Było wesoło. Rysiek naprawdę się cieszył, śmiał na cały głos, snuł plany. Tak sobie dzisiaj myślę, że to był najlepszy okres jego życia&#8230;</em></p>
<p><em>Pamiętam, jak dostał pierwsze pieniądze z ZAiKS-u </em>— opowiada Goła. <em>Duże pieniądze &#8211; mój ojciec przez trzydzieści łat pracy nigdy nie widział na raz takiej sumy. Rysiek przyniósł je z poczty, położył na stole i podzielił na kupeczkL To dla mojego ojca i matki (ze dwie, a może trzy wypłaty z kopalni), to dla moich sióstr, to dla niego samego &#8211; na karton „ Cameli&#8221; w Peweksie, na nowe spodnie i na taksówki. Na szczęście nieco udało mi się wyrwać na czynsz&#8230;</em></p>
<p>Wobec pierwszych sukcesów syna zmiękł nawet ojciec. Tylko trochę, ale jednak. <em>Mąż pracował wtedy                                     w Czechosłowacji na ciężkim sprzęcie budowla­nym </em>- wspomina pani Krystyna.               <em>I tam usłyszał w polskim radiu „Pawia&#8221;. Szyb­ko dostałam od niego list –pierwszy              i zresztą ostatni w życiu. Potem, jak przyjechałam, dowiedziałam się, że chwalił się kolegom: „ O, to mój syn śpiewa &#8220;. </em>Choć maska nieprzejednania została.</p>
<p>Poważniej próby zerwania tej maski podjęła się Katarzyna Gartner &#8211; ktoś                     z establishmentu, kompozytorka znana naprawdę bardzo, głównie z przebojów Maryli Rodowicz (z „Małgośką&#8221; na czele), ale też z kilku większych form, między innymi mszy beatowej „Pan przyjacielem moim&#8221;, no i z „Pozłacanego warkocza&#8221;, do którego zaangażowała Dżem. <em>Szukałam kogoś, kto połączy hasła „Śląsk&#8221;, „rock&#8217;n roll&#8221; i „dyna­mit&#8221;. A szukałam nie</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em>w telewizorze, tylko po Jarocinach, po piwnicach. Dżem znalazłam właśnie w jakiejś piwnicy, gdzie po ścianach ciekła woda. Jak oni  z­grali, a Ricard wydarł gębę </em>- <em>odpadłam. To było objawienie! </em>Fakt pozostaje faktem &#8211; właśnie Gartner jest pierwszą (i tak długo jedyną) osobą z establishmentu, która poznała się na Dżemie, na Ryśku. Krystyna Riedel: <em>Przyszła kiedyś do nas na kolację i zaczęła męża przekonywać. Wprost. Mówiła: „Ja kogoś tak utalentowanego jak Rysiek jeszcze nie spotkałam.                 Z takim słuchem &#8220;. </em>Gartner: <em>Bo to był geniusz wokalu! Taki rodzi się raz na sto lat. A poza wszystkim ten chłopak przecież nie nadawał się do żadnej normałnej, konkretnej pracy. Usiłowałam to wytłumaczyć&#8230; </em>Krystyna Riedel: <em>Mąż zaczął narzekać, że w takim razie powinien skończyć jakąś muzyczną szkołę. „Szkołę?!&#8221; -pani Gartner trochę podniosła głos. „A po co? Pan myśli, że ja skończyłam szkołę muzyczną? &#8220;. Później zeszli na dół, bo</em> <em>mąż chciał zobaczyć jej samochód. Wrócił zdumiony, nawet zdenerwowany. Powtarzał: „Jak tak znana osoba może jeździć tak brudnym samochodem?!&#8221;. Ale mało kto równie dbał o swój samochód co mój mąż.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.czlowiek.ifhu.pl/jarocin/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sukces muzyczny</title>
		<link>http://www.czlowiek.ifhu.pl/sukces-muzyczny/</link>
		<comments>http://www.czlowiek.ifhu.pl/sukces-muzyczny/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 May 2010 12:09:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Człowiek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.czlowiek.ifhu.pl/?p=34</guid>
		<description><![CDATA[Koledzy z kapeli zresztą zostawili Riedlowi na tym polu swobodę. Na początku doprowadzało to tylko do sytuacji zabawnych, kiedy Beno Otręba usłyszał wyrwane z kontekstu słowa „Harleya&#8221; „To wspaniała jest maszyna /Choć ma już ze czterdzieści lat / Stary mój też ją dosiadał / To samo czuł mój starszy brat&#8221; — usłyszał i lekko się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Koledzy z kapeli zresztą zostawili Riedlowi na tym polu swobodę. Na początku doprowadzało to tylko do sytuacji zabawnych, kiedy Beno Otręba usłyszał wyrwane z kontekstu słowa „Harleya&#8221; <em>„To wspaniała jest maszyna /Choć ma już ze czterdzieści lat / Stary mój też ją dosiadał / To samo czuł mój starszy brat&#8221; — </em>usłyszał i lekko się zarumienił&#8230; („Harley mój&#8221; jest zresztą tekstem bardzo nietypowym, bo Rysiek &#8211; nie posiadający ani żadnego pojazdu, ani prawa jazdy -unikał pisania                 o rzeczach, których nie doświadczył; te słowa złożył pod niedoszły koncert Dżemu na zlocie harleyowców). Ale potem już doszło do dyskusji, czy tekst utworu „Detox&#8221; nie idzie za daleko                w swoim naturalizmie. Był to fragment większej całości, czyli długoletniego sporu między Riedlem             a Styczyńskim dotyczącym obecności w tekstach wątków narkomańskich. <em>Nie chciałem </em>- tłumaczy gitarzysta &#8211; <em>by utożsamiano Dżem z tymi sprawami, ponieważ oprócz Ryśka i jeszcze Michała nikt               z nas nie miał do czynienia z drągami. Ale moje argumenty jakoś ulegały jego argumentom. </em>Chociaż to już późniejsze dzieje&#8230;</p>
<p>Ciekawe, że na Ryśkowy talent do pisania nie naprowadza żaden ślad z młodości. <em>Pamiętam </em>- opowiada pani Krystyna Riedel <em>-jak mi córka przysłała do Niemiec jakąś gazetę z wydrukowanym tekstem Ryśka. „Mamo&#8221; -pytała za­skoczona &#8211; „od kiedy to Rysiek wiersze pisze?!&#8221;. Rzeczywiście&#8230; Kiedyś mieli w szkole opisać, jak spędzili wakacje. Wszyscy nasmarowali po kilka stron, a Rysiek wydusił z siebie jedno zdanie: „Byłem nad morzem i jedzenie mi smakowało&#8221;. Spytałam go, czy to wszystko. „Przecież więcej nic nie było &#8221; &#8211; odpowiedział zdziwiony. </em>Małgorzata Michalski: <em>To, co Rysiek pisał w szkole, było&#8230; okropne.</em></p>
<p>Ale zaczął pisać i muzykę &#8211; w domu Leszka Falińskiego i z nim przy fortepianie. Mówiąc dokładniej &#8211; zaczął układać linie wokalne. Właśnie tam i wtedy, czyli pod koniec lat 70., spółka Leszek &amp; Rysiek (z czasem wzmacniana przez Adama) skomponowała utwory, które rekomendacji nie wymagają &#8211; „Jesiony&#8221;, „Whisky&#8221;, „Paw&#8221;, „Oh, Słodka&#8221;, „Człowieku co się z tobą dzieje&#8221;. Warto wszakże dodać, iż tylko jeden z nich &#8211; „Jesiony&#8221; &#8211; w późniejszej wersji płytowej nie różnił się znacznie od wersji pierwotnej. A „Jesiony&#8221; zostały skomponowane po koncercie Erica Claptona                 w Spodku w grudniu 1979 &#8211; i pod wrażeniem tego koncertu. Byłego gitarzystę byłego Cream oglądała czwórka Adam Otręba &#8211; Leszek Faliński &#8211; Tadeusz Faliński (brat Leszka, kolejny basista Dżemu) &#8211; Ryszard Riedel. Clapton w Spodku to był drugi i ostatni z, tak rzadkich w owym czasie, koncertów zagranicznych tuzów w Polsce, w jakim Riedel uczestniczył. Pierwszy, też w Spodku, dał trzy lata wcześniej Rory Gallagher. <em>Rysiek nigdy nie miał pieniędzy, a jak miał, to od razu wydawał (co na jedno wychodzi), ale w razie potrz­by potrafił je skombinować, wtedy być może&#8230; pożyczając ode mnie czy od Tadka —już nie pamiętam. Gallaghera i Claptona słuchał uważnie, bez okazywania emocji (zresztą bardzo rzadko uzewnętrzniał emocje), ale obaj mu się podobali &#8211; </em>wspomina Leszek. Faktycznie &#8211; właśnie koncerty Irlandczyka i Anglika były tymi koncertami słuchacza Ryszarda Riedla, które uznał on za najlepsze w życiu.</p>
<p>Oprócz utworów później dobrze znanych, Rysiek z Leszkiem zrobili w domu tego drugiego jeszcze jeden &#8211; „Mamę&#8221;, z tekstem wokalisty. <em>On miał „joba &#8221; na punkcie swojej mamy, co było tym bardziej wspaniałe, że przecież jako syn nie był wspaniały </em>- mówi Faliński. Właśnie &#8211; ileż odniesień         w Ryśkowych tekstach do mamy&#8230; <em>,Kiedy byłem mały /Pytałem / Co to jest życie, mamo? &#8221; </em>(„Naiwne pytania&#8221;); <em>,Mama /Powiedziała mi /Że każdy ma swojego anioła &#8221; </em>(„Niewinni i ja&#8221; ); o „Liście do M.&#8221; nie wspominając&#8230; Krystyna Riedel: <em>Tak, było dokładnie tak, jak to opisał w „Naiwnych pytaniach &#8220;. Pytał mnie jako dziecko o różne rzeczy, o sens życia. Odpowiedziałam: „Widzisz, w życiu piękne są&#8230; tylko chwile&#8221;. Nie przypuszczałam, że tak to zapamięta&#8230; </em>Lecz „Mama&#8221; ostatecznie nie została przez</p>
<p>Dżem nagrana, ponieważ była utrzymana w stylu Genesis/Yes, którym wówczas fascynował się Faliński &#8211; i tylko on. Ale sam Riedel doceniał wszechstronność muzycznych zainteresowań Falińskiego. Doceniał to szukanie nowych ścieżek, które charakterystyczny dla Dżemu rock &#8211; blues potrafiło raz odświeżyć reggae. raz country, a innym razem funky albo boogie. Leszek podkreśla, że na wspomnianym koncercie Claptona &#8211; który nie <em>grał pod maszynkę &#8211; </em>sporo się nauczyli. „Jesiony&#8221; są tego trudnym do zbicia dowodem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.czlowiek.ifhu.pl/sukces-muzyczny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jego teksty</title>
		<link>http://www.czlowiek.ifhu.pl/jego-teksty/</link>
		<comments>http://www.czlowiek.ifhu.pl/jego-teksty/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 May 2010 12:00:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Człowiek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.czlowiek.ifhu.pl/?p=32</guid>
		<description><![CDATA[Ale przecież rola Riedla nie ograniczała się do śpiewania, grania do harmonijce, łatania                        i klejenia składu, muzycznej edukacji młodszych kolegów&#8230; Jeszcze wzrosła, kiedy zaczął pisać teksty, a nawet współkomponować! To był w dziejach Dżemu &#8211; dotąd obracającego się niemal wyłącznie w kręgu mniej lub bardziej przerabianych standardów zachodnich &#8211; moment przełomowy.
Tymi, którzy obudzili w Ryśku [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ale przecież rola Riedla nie ograniczała się do śpiewania, grania do harmonijce, łatania                        i klejenia składu, muzycznej edukacji młodszych kolegów&#8230; Jeszcze wzrosła, kiedy zaczął pisać teksty, a nawet współkomponować! To był w dziejach Dżemu &#8211; dotąd obracającego się niemal wyłącznie w kręgu mniej lub bardziej przerabianych standardów zachodnich &#8211; moment przełomowy.</p>
<p>Tymi, którzy obudzili w Ryśku talent literacki, okazali się dwaj Kazikowie &#8211; wspomniany wcześniej „Filo&#8221; Galaś oraz jeszcze nie wspomniany, a czas najwyższy, Gayer. Właśnie oni swoimi próbami poetyckimi sprowokowali próby poetyckie Riedla. Właśnie oni we trzech &#8211; nim „Filo&#8221; pogrążył się w chorobie narkotycznej, a Gayer w psychicznej &#8211; budowali w początkowym okresie zjawisko pt. Dżem od strony tekstowej. „Filo&#8221; podrzucił pierwszy w historii grupy tekst własny &#8211; „Balladę o dziwnym malarzu&#8221;, a potem, właściwie do końca, częściej lub rzadziej (częściej rzadziej) podrzucał następne teksty, żeby wymienić słynne „Jesiony&#8221;, jeszcze słynniejsze „Czerwony jak cegła&#8221;, z rzeczy późniejszych „Obłudę&#8221;, a z <em>rzeczy </em>mniej udanych, bo i takie się zdarzały,                   „Bluesa Alabamę&#8221; czy „Kaczor, coś ty zrobił&#8221;. Natomiast Kazik Gayer rzadko pisał samemu („Człowieku co się z tobą dzieje&#8221;), za to częściej z Riedlem („Whisky&#8221;, „Paw&#8221;, „Kiepska gra&#8221;),             co w praktyce polegało na literackim wygładzeniu surowych po­mysłów wokalisty; ponadto starał się ująć Dżem w jako takie karby organizacyj­ne. Ale choć wkładu Kazików przeceniać się nie da, przecież ton nadawał wszyst­kiemu właśnie Rysio. Ton i koloryt. Potrafił tchnąć w kupkę czasami &#8211; nawet często! &#8211; banalnych słów, poupychanych w wersy bez większego sensu, swojego ożywczego ducha. Potrafił zaśpiewać te słowa tak, że &#8211; po pierwsze &#8211; szły iskry i dreszcze, oraz &#8211; po drugie &#8211; słuchacz zapominał o naiwniutkiej treści. Weźmy „Bluesa Alabamę&#8221; i, już własny tekst wokalisty, „Poznałem go po czarnym kape­luszu&#8221; &#8211; na papierze banalne do granic wstydu, ale w ustach Riedla już&#8230; głębo­kie, a przynajmniej poruszające, na pewno, mimo niby-amerykańskich realiów, tak bardzo naturalne, prawdziwe. Weźmy też „Wiem, na pewno wiem &#8211; nie, nie kocham cię&#8221; &#8211; bo tu banalnej treści RR nadał niemal szekspirowską wymowę! Ale wszak pisał i rzeczy bezdyskusyjnie wielkie &#8211; „Niewinni i ja&#8221;, „Kim jestem -jestem sobie&#8221;, „Nieudany skok&#8221;, „Oh, Słodka&#8221;, „Naiwne pytania&#8221;, „Modlitwa III&#8221;, „Ostatnie widzenie&#8221;; czasami nadziewając się jednak na luki w wykształce­niu, jak we „Śnie o Victorii&#8221; (swoim najbardziej hippisowskim tekście), kiedy sądził, że victoria znaczy nie zwycięstwo, tylko wolność (wszakże „Sen&#8221; da się gładko zinterpretować jako rzecz o zwycięstwie wolności). Z drugiej strony „Paw&#8221; &#8211; z jego refleksją filozoficzną- to już niewątpliwy ślad po Wielkich Lekturach. A w „Whisky&#8221; &#8211; napisanym na ławce w parku w Tychach, napisanym czysto intu­icyjnie bez dbałości o formę, i chyba dlatego tak pulsującym autentyzmem &#8211; Riedel namalował swój autoportret na tyle wyrazisty, że słowa tego utworu mógł później w słowach utworów innych tylko rozwijać. Po prostu w tych kilkunastu linijkach określił całą warstwę tekstową zjawiska pod tytułem Dżem!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.czlowiek.ifhu.pl/jego-teksty/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Początki dżemu</title>
		<link>http://www.czlowiek.ifhu.pl/poczatki-dzemu/</link>
		<comments>http://www.czlowiek.ifhu.pl/poczatki-dzemu/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 May 2010 11:59:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Człowiek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.czlowiek.ifhu.pl/?p=29</guid>
		<description><![CDATA[Do tego Dżemu &#8211; jeszcze-nie-Dżemu &#8211; docierał Rysio drogą raczej okrężną. Dowiedział się bowiem, gdzie pracuje Wojtasiak, a potem zatrudnił w tym sa­mym zakładzie ślusarsko &#8211; monterskim. Zatrudnił oczywiście, nie przesadzajmy, tylko na chwilę, ale wystarczyła ona, by na rzucone hasło „śpiewam&#8221; uzyskać od Olka odzew „przyjdź, spróbuj&#8221;.
Powtórzmy-była jesień 1973 roku.
Rysiek bał się, że nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Do tego Dżemu &#8211; jeszcze-nie-Dżemu &#8211; docierał Rysio drogą raczej okrężną. Dowiedział się bowiem, gdzie pracuje Wojtasiak, a potem zatrudnił w tym sa­mym zakładzie ślusarsko &#8211; monterskim. Zatrudnił oczywiście, nie przesadzajmy, tylko na chwilę, ale wystarczyła ona, by na rzucone hasło „śpiewam&#8221; uzyskać od Olka odzew „przyjdź, spróbuj&#8221;.</p>
<p>Powtórzmy-była jesień 1973 roku.</p>
<p><em>Rysiek bał się, że nie zrozumie ich fachowej terminologii &#8211; </em>opowiada Gola, która towarzyszyła mu na pierwszej próbie, czy raczej egzaminie. <em>W jego po­</em><em>przednich kapelach były tylko ogólne ustalenia typu „najpierw wstęp, potem śpie­</em><em>wasz, potem solówka i kończymy&#8221;. </em><em>A tu Paweł z Benem po prostu przerzucali się różnymi „breakami&#8221;, „frazami&#8221;, „przebitkami&#8221;. Wydawali mu się strasznymi zawodowcami. Pamiętam, że od razu zaczęli konkretnie. „ To znasz, tamto znasz? Tak? No to śpiewaj &#8221; </em>Na pierwszy ogień poszło &#8211; lepiej dla Ryśka być nie mogło- „Ali Right Now&#8221; Free. Nic <em>mu po sobie nie dali poznać, tylko na koniec próby powiedzieli, żeby wpadł na następną. Jak wyszliśmy na autobus, byłam zdumiona: ..Rysiek, skąd ty wiedziałeś co znaczą te odzywki?!&#8221;. „Nie wiedziałem, udawałem że wiem, domyślałem się. No bo przebitka to chyba coś z perkusją&#8221;. Dodał jeszcze, że nie jest pewien, czy wypadł dobrze i czy się załapie do kapeli, bo Paweł</em>, <em>który- był wówczas głównym wokalistą -jego zdaniem nieźle śpiewał&#8230;</em></p>
<p>Pawłowi Bergerowi też wydawało się, że nieźle śpiewa &#8211; ale tylko do mo­mentu rozpoczęcia tamtej, jakże pamiętnej próby. <em>Buty nam spadły jak dał głos, ale niczego po sobie poznać nie daliśmy, żeby małolatowi się w głowie nie poprzewracało </em>- mówi z uśmiechem kiedyś śpiewający pianista. Adam Otręba: <em>Był wysoki, chudy, długowłosy. Taki typowy „hipol&#8221;. Ale my też byliśmy długowłosi, wiec do nas pasował jak ulał&#8230; Na początku mierzyliśmy się wzrokiem, badaliśmy nawzajem, zachowywaliśmy dystans. Jednak gdy wydaliśmy dźwięki, a on zaśpie­wał, w sekundą zrozumiałem, że jedno z drugim jakoś kapitalnie gra. Miał, skuba­ny, nie tylko głos, bo i takie wyczucie frazy, że&#8230; brak słów. To właśnie przyjście Ryśka do kapeli sprawiło, iż poczuliśmy, że można zrobić coś konkretnego. Odtąd muzycznie wszystko inaczej zaczęło się konstruować.</em></p>
<p>No i tak Riedel zakotwiczył Dżemie. Zakotwiczył?&#8230; Jednak nie, bo nikt wówczas nie traktował Dżemu &#8211; zresztą ta nazwa przylgnęła dopiero po roku -bardzo poważnie. Nikt nie traktował jako sposobu na całe życie, na zarabianie. To było hobby i tylko przy okazji &#8211; wcale nie za częstej zresztą- możliwość dorobie­nia. Nie traktowali Dżemu bardzo poważnie ani Beno Otręba, ani Paweł, ani Adam &#8211; ani nawet Rysiek, który jako jedyny z zespołu nie pracował, i jako jedyny (może obok Adama) chciał ściśle związać swą przyszłość z muzyką. Danek: <em>On nie mówił często, że chce śpiewać, ale to było wiadomo. Tkwiła w nim taka miłość do muzy­ki, iż trudno ją określić słowami. Siedział, gadał &#8211; ale cały czas wybijając rytm, cały czas słuchając dźwięków, które w nim grały. </em>Jednak nawet mimo awansu do Dżemu nie tracił swoich cech najistotniejszych, w tym niesumienności. <em>Prawdę mówiąc było tak, że jak miał szmal, to chodził „Pod Jesiony&#8221;, a jak nie miał — to na próby </em>- śmieje się „Pudel&#8221;. Ale że Rysiek bardzo rzadko &#8211; bo niby w jaki sposób? &#8211; był przy forsie, wówczas jego frekwencja na próbach wyglądała znakomicie&#8230; <em>A mnie nigdy nie nawalił! </em>- chwali się Leszek Faliński, perkusista i pianista. <em>Bo zdarzało się, że nie przychodził na próbę Dżemu, tylko jechał pić na przykład do Pszczyny, a jak ja się z nim ustawiałem, by wpadł do mnie grać do domu, gdzie stało piano &#8211; zawsze przyszedł. Po prostu panowało miedzy nami porozumienie. Porozumienie wyłącznie muzyczne, nie przyjaźń, bo Rysiek łaził własnymi ścieżkami, ze swoim towarzystwem, co mi zresztą odpowiadało, ponieważ zdecydowanie wolałem grać, a nie się z nimi włóczyć. </em>Ale już po chwili Leszek na ów portret nanosi poprawkę: <em>No nie, raz mnie tak zrobił w konia, iż myślałem, że go uduszę. Że przez niego nie zdam matury&#8230; Po długich prośbach sroga dyrektora liceum, która zawsze ścigała mnie za długie włosy, zgodziła się, byśmy zagrali na studniówce. Poprosiłem więc Ryśka, żeby chociaż przyczesał włosy i założył jakąś porządniejszą koszulę. Zgodził się od razu, bez oporów. „Nie ma sprawy &#8221; &#8211; dodał. Ale przyszedł ubrany po swojemu </em>- <em>w postrzępionej, brudnawej koszuli, z rozpuszczonymi, nieumytymi włosami. Wszyscy wystrojeni jak to na studniówce, a on&#8230; O mój Boże! Nie wiedziałem gdzie się schować ze wstydu. Ale dyrektorka zmiękła, jak posłuchała śpiewu Ryśka. Było gut. Z maturą również.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.czlowiek.ifhu.pl/poczatki-dzemu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Początki grania</title>
		<link>http://www.czlowiek.ifhu.pl/poczatki-grania/</link>
		<comments>http://www.czlowiek.ifhu.pl/poczatki-grania/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 May 2010 11:58:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Człowiek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.czlowiek.ifhu.pl/?p=27</guid>
		<description><![CDATA[Jak to zwykle &#8211; albo nawet zawsze &#8211; w takich wypadkach bywa, nie da się dokładnie powiedzieć, kiedy w życie Ryszarda Riedla wtargnęła muzyka. Kiedy przytłumiła filmowe i indiańskie fascynacje. Kiedy pochłonęła go całkowicie. Ale da się powiedzieć, kiedy zastrzygł na nią uchem. I nawet kiedy zaczął pod­śpiewywać.
To było w roku 1969. Miał trzynaście lat.
Dostał [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak to zwykle &#8211; albo nawet zawsze &#8211; w takich wypadkach bywa, nie da się dokładnie powiedzieć, kiedy w życie Ryszarda Riedla wtargnęła muzyka. Kiedy przytłumiła filmowe i indiańskie fascynacje. Kiedy pochłonęła go całkowicie. Ale da się powiedzieć, kiedy zastrzygł na nią uchem. I nawet kiedy zaczął pod­śpiewywać.</p>
<p>To było w roku 1969. Miał trzynaście lat.</p>
<p>Dostał od kogoś składankę Beatlesów, mama musiała więc dokupić do kompletu gramofon.                 I zaczęło się słuchanie, całymi godzinami, choć nie tylko słuchanie &#8211; bo również śpiewanie na piątego. I również godzinami.</p>
<p>W tym samym 1969 roku, w lecie, miał też miejsce &#8211; śmiało można tak powiedzieć &#8211; pierwszy publiczny występ Ryszarda Riedla. I jego pierwszy suk­ces&#8230; Rzecz zdarzyła się na obozie harcerskim            w Piaskach pod Będzinem. <em>Z tym </em><em>obozem było trochę jaj </em>- opowiada „Pudel&#8221;, który znów towarzyszył „Ryglowi&#8221; -<em>bo mieliśmy dziewczyny w harcerstwie i tuż przed nim się do harcerstwa zapisali­</em><em>śmy, a tuż po wypisaliśmy. </em>Nie zmienia to faktu, że Rysiek podczas konkursu zastępów zaśpiewał „Yellow Submarine&#8221; i „You&#8217;ve Got To Hide Your Love Away&#8221;, zdobywając dwie rzeczy &#8211; „sprawność śpiewaka&#8221; (!) tudzież niekłamane uzna­nie. A zaśpiewał po „norwesku&#8221; &#8211; czyli w udawanym angielskim. <em>Przyjechały­śmy do niego z córką na tez obóz </em>- opowiada pani Krystyna — <em>a z megafonów lecą </em><em>piosenki, najczęściej Beatlesów, i dedykacje: „Dla &#8216;Anglika piosenka taka i taka od tej i od tej&#8221;. Zapytałam Ryśka, kto to ten „Anglik&#8221;. „No ja&#8221; -powiedział. Podszedł do mnie drużynowy. „Proszępanią, skąd on tak zna angielski? Skąd ma taki akcent? &#8220;. Odpowiedziałam zdziwiona, że zna tak jak ja, czyli wcale.</em></p>
<p>Następny koncert &#8211; nawet koncerty &#8211; przyszły wokalista przyszłego Dże­mu dawał na łąkach pod Tychami. „Rygiel&#8221; i „Pudel&#8221; „grali&#8221; na gitarach własno­ręcznie zrobionych ze sklejki, gitarach                      z namalowanymi strunami. „Grali&#8221;, ale Rysiek naprawdę śpiewał, pozostając wierny repertuarowi Beatlesowskiemu, roz­szerzonemu między innymi o „Ob-La-Di, Ob-La-Da&#8221;. „Pudel&#8221; potwierdza, że ten „norweski&#8221; angielski jego kumpla już wtedy był naprawdę niesamowity. Cóż, nasłuchał się płyty Beatlesów, a że słuch miał taki, jaki miał&#8230; Ale świeżo wyda­nej &#8211; i świeżo kupionej przez siostrę &#8211; płyty „70a&#8221; Breakoutu słuchać nie chciał. A Małgorzata katowała ją mocno -ją i przy okazji jego. <em>Ryśkowi się zupełnie nie </em><em>podobała. ,”Przestań mnie męczyć. Ścisz. Co ty w tym widzisz? &#8221; &#8211; narzekał. </em>Warto dodać, że Małgorzata Michalski pozostała zwolenniczką bluesa, choć&#8230; wcale nie­koniecznie w wydaniu Dżemu (z utworów tego akurat zespołu najwyżej ceni „Słodką&#8221;). Zresztą jeden jedyny koncert Dżemu, na jakim była &#8211; w Bytomiu (do­kąd przeprowadziła się z Tych) jeszcze w pierwszej połowie lat 80. &#8211; nie wywołał w niej, delikatnie rzecz ujmując, euforii.</p>
<p>Wtedy, w roku 1970, na TĘ muzykę &#8211; rockową, bluesową &#8211; było u Ryśka po prostu ciut za wcześnie. Ale już w następnym&#8230; Zaczęło się od tego, że sam sobie &#8211; pod nieobecność siostry w domu &#8211; nastawił „70a&#8221;, a potem nastawiał często. No a kiedy Breakout przyładował „Bluesem&#8221;, młody Riedel znalazł się już po właściwej stronie. Do Breakoutu doskoczył Niemen &#8211; i to byli jego polscy idole. A po polskich znaleźli się zagraniczni &#8211; Free i The Doors. Zwłaszcza Free. Paul Rodgers, wokalista tej kapeli, został &#8211; do końca &#8211; dla Ryśka mistrzem i wzorem. Z czasem krąg fascynacji poszerzał się. o Claptona z Cream i bez Cream. o Klan, którego „Mrowisko&#8221; uważał za rodzimą płytę wszech czasów. O The Allman Brothers Band, co dla członka Dżemu jest naturalne. o Zeppelinów, co oczywiste. o Stonesów, co też oczywiste. Stonesami zaraził Ryśka Krzysiek Kałużny &#8211; kolejny kolega, zbieracz płyt. Miał niezłą kolekcję, a w tamtym czasie była to rzadkość nad rzadkościami.</p>
<p>W przypadku Riedla bierne zainteresowanie muzyką szło ramię w ramię, jak wiemy,                          z zainteresowaniem czynnym. Znaczy się śpiewał i grał na harmonij­ce. Nie tylko na obozie harcerskim, na łąkach, na plaży. Swój pierwszy zespół zdążył założyć jeszcze w szkole. Nikt nie pamięta nazwy, nikt nie pamięta rodza­ju muzyki (pewnie był to big beat) &#8211; ale mama Ryśka pamięta, iż jak kiedyś podsłuchała przez otwarte okno, wydawało jej się, że syn śpiewa inaczej niż ci, któ­rych znała z radia.</p>
<p>Potem, w roku 1972 z przyległościami, były już zespoły Horn i Festus &#8211; a właściwie jeden zespół, który tych nazw używał wymiennie, co jasno orientuje, że nie mogła to być sprawa o wielkim znaczeniu. Znaczenie miały tylko same nazwy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.czlowiek.ifhu.pl/poczatki-grania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wesele</title>
		<link>http://www.czlowiek.ifhu.pl/wesele/</link>
		<comments>http://www.czlowiek.ifhu.pl/wesele/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 May 2010 11:56:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Człowiek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.czlowiek.ifhu.pl/?p=25</guid>
		<description><![CDATA[Jan Riedel zapowiedział, że nie da grosza na wesele, a że charakter miał twardy &#8211; słowa dotrzymał. Wesele sfinansowali rodzice panny młodej. I te dla rodziny, i te &#8211; kilka dni później &#8211; dla przyjaciół nowożeńców. Właśnie podczas drugiej części wesela Rysiek dał jeden z większych swoich popisów. Chociaż przed kulminacją była jeszcze uwertura&#8230; Nagle [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jan Riedel zapowiedział, że nie da grosza na wesele, a że charakter miał twardy &#8211; słowa dotrzymał. Wesele sfinansowali rodzice panny młodej. I te dla rodziny, i te &#8211; kilka dni później &#8211; dla przyjaciół nowożeńców. Właśnie podczas drugiej części wesela Rysiek dał jeden z większych swoich popisów. Chociaż przed kulminacją była jeszcze uwertura&#8230; <em>Nagle gdzieś zniknął &#8211; </em>opowiada                     Mał­gorzata już nie Pol. <em>Pytam się wszystkich, ale nikt go nie widział. Zaniepokojona wyszłam na dwór (pamiętam, że akurat spadł pierwszy śnieg). Patrzę &#8211; a tu Ry­</em><em>siek&#8230; skądś wraca. „ Gdzie ty byłeś?!&#8221;.               „A &#8216;Pod Jesionami&#8217; na piwie. Masz szczę­ście, że nie spotkałem żadnych kumpli&#8221;. No tak, pocieszył mnie -faktycznie mia­łam szczęście&#8230; „A co ty nosisz na grzbiecie?&#8221; —jeszcze zapytałam. „Nie wiem, wziąłem z wieszaka pierwszy płaszcz z brzegu &#8220;. </em>No a po uwerturze nastąpiła kul­minacja. Popis właściwy. Gola: <em>Coś przeczuwałam, bo za bardzo chciał odprowa­dzić Danka na dworzec. Tłumaczyłam: „Niech go kierowca odwiezie &#8220;, ale Rysiek </em><em>się uparł. Danek dostał ciasto dla mamy, wódkę dla ojca &#8211; i poszli. Rysiek wrócił po dwóch tygodniach. Siedzieli na działkach, niedaleko domu, i pili. Między inny­mi za zastawioną obrączkę! </em>Danek: <em>Tak, zadekowaliśmy się na działkach, ale to </em><em>nie było nic nadzwyczajnego, a jeśli już — tylko dlatego, że świeżo po ślubie. Nie siedzieliśmy przy beczce wódki non stop. Nie było takiego postanowienia. Po pro­stu uznaliśmy, iż na razie nie ma sensu, bym wracał do domu. Riedeł w ten sposób chciał dać mocny sygnał, że ślub niczego nie zmienia, że nie da sobie założyć pantofli. Siedzieliśmy na tych działkach, przychodzili różni ludzie, faktycznie tro­chę piliśmy&#8230;</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.czlowiek.ifhu.pl/wesele/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ślub</title>
		<link>http://www.czlowiek.ifhu.pl/slub/</link>
		<comments>http://www.czlowiek.ifhu.pl/slub/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 May 2010 11:55:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Człowiek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.czlowiek.ifhu.pl/?p=22</guid>
		<description><![CDATA[Chociaż Rysiek szybko przyzwyczaił swoje otoczenie do niepunktualności, i tak zdołał na tym polu zaskoczyć. No bo spóźnić się na własny ślub?&#8230; Więcej &#8211; na oba własne śluby, cywilny i kościelny?!&#8230; A jednak. Na cywilny dwie godzinki &#8211; śmieje się Gola, choć w tamtym momencie wcale nie było jej do śmie­chu. Ale czekało dużo par, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Chociaż Rysiek szybko przyzwyczaił swoje otoczenie do niepunktualności, i tak zdołał na tym polu zaskoczyć. No bo spóźnić się na własny ślub?&#8230; Więcej &#8211; na oba własne śluby, cywilny i kościelny?!&#8230; A jednak. <em>Na cywilny dwie godzinki &#8211; </em>śmieje się Gola, choć w tamtym momencie wcale nie było jej do śmie­chu. <em>Ale czekało dużo par, co nas uratowało. Natomiast przed kościelnym zniknął </em>z <em>domu na tydzień, żeby dobrze oblać kawalerstwo. Już się zastanawiałam, czy ślub w ogóle dojdzie do skutku&#8230; W dzień ślubu przyszłam do niego o ósmej rano, ale nadal go nie było. Pokręciłam się gdzieś godzinę i znowu zajrzałam. A teścio­wa: „Jest!&#8221;. Tylko że &#8211; skacowany -poszedł spać. Wróciłam do siebie, przebra­łam się, czekam na niego z całą rodziną, ponieważ już dochodziła czternasta. A mój Rysio nadal się nie zjawia. Nagle przyjeżdża samochód, wszyscy wchodzą -wszyscy prócz Ryśka. „ Gdzie on? &#8221; </em>- <em>zapytałam nawet bez zdenerwowania, bo już </em><em>mi ręce opadały. „Idzie piechotą&#8221;. Po prostu miał ochotę się przejść&#8230; Podjecha­liśmy do kościoła i tam go wreszcie spotkałam&#8230; Tylko że oczywiście były potrzeb­ne dowody osobiste, a Rysio swojego&#8230; zapomniał! Musiał wracać. Jak wrócił, to mnie uspokoił: „Co się przejmujesz? Byśmy brali ślub równolegle z jakąś drugą parą, a tak marsza zagrają tylko nam &#8220;.</em></p>
<p>Małgorzata Pol i Ryszard Riedel ślub cywilny wzięli 16 listopada 1977 roku w Tychach, a ślub kościelny równo dziesięć dni później oczywiście też w Tychach, w kościele św. Magdaleny. Świadkami byli siostra panny młodej i szwa­gier pana młodego (mimo że szwagrowie &#8211; jeden artysta, drugi elektronik &#8211; za sobą wyraźnie nie przepadli).</p>
<p>Tymczasem tuż po ślubie cywilnym pan młody najnieoczekiwaniej prze­stał pić. <em>Witek Janusiński miał dostać mieszkanie, więc urządził oblewanie. Gdy </em><em>poszliśmy, mówi do Ryśka: „Chodź ze mną po wódkę&#8221;. „Mogę iść, ale pić nie </em><em>będę, bo się jakoś źle czuję&#8221;. Faktycznie &#8211; nie wypił nawet pół kieliszka. W pew­</em><em>nym momencie chciał się położyć. Rozebrałam go, zrobiłam okład — ale widzę, że </em><em>jest coraz gorzej. Musiałam prostować mu zesztywniałe palce rąk, a -potem we­</em><em>zwać pogotowie, bo zrobił się siny. Przyjechali szybko. Pytam o coś lekarza. „A </em><em>kim pani jest? &#8220;. „ Od wczoraj jego żoną &#8220;. „No to od dzisiaj byłaby pani wdową. </em><em>Stan przedzawałowy &#8220;. Zresztą już wcześniej miał kłopoty ze sercem, ale się nie leczył, a jego wyciągnąć do lekarza było sztuką. Lekarz z pogotowia kategorycz­</em><em>nie zabronił pić. </em>I Rysiek rzeczywiście przestał. Na parę dni. <em>Potem przyszedł jakiś kumpel i go wyciągnął z domu. Rysiek powiedział: „ Tylko skosztuję&#8221; i wy­szedł. Wrócił całkowicie drinknięty. </em>No a potem trzeba było oblewać resztki kawalerstwa przed ślubem kościelnym&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.czlowiek.ifhu.pl/slub/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

